fbpx

– Czy dzisiaj naprawdę trzeba mieć słownik żeby poprawnie zwrócić się do własnego dziecka?

– Czy nie można już być rodzicem bez doktoratu z psychologii?!

 Rozumiem takie pytania wobec przytłaczającej ilości warsztatów, porad, metod rodzicielskich. Rozumiem frustrację wobec presji i sprzecznych standardów, które społecznie sobie narzucamy i przekazujemy między pokoleniami. Rozumiem też niechęć do wprowadzania w swoje intymne rodzinne życie perspektywy obcych osób, podsuwających rodzicom działania czy nawet słowa, które sprawiają, że czujemy się nieswojo wobec najbliższych osób.

Jednak, pomimo tych zastrzeżeń, wierzę, że warto poszukiwać swojej drogi. Wszelkie artykuły czy warsztaty lub książki, stanowią jedynie pewne zaproszenie do zajęcia się tematem rodzicielstwa bardziej świadomie. Decyzja w jakim wymiarze z takich inspiracji będziemy chcieli skorzystać i jaki kierunek obierzemy, należy do każdego indywidualnie. I nie chodzi tutaj o stawanie się „najlepszą wersją siebie” czy dążenie do doskonałości. Chodzi o to, aby umieć o siebie zadbać, łatwiej wychodzić z napotykanych kryzysów i umieć doświadczyć piękna rodzicielstwa mimo wszystkich trudności, których doświadczamy.

Należy się natomiast poważnie zastanowić nad źródłami, które obiecują nam rozwiązanie wszystkich problemów, szybkie i proste kroki czy całkowite zapanowanie nad sobą i dzieckiem! Koszty emocjonalne i psychologiczne takich przemocowych działań mogą być trudne do odwrócenia.

Nie wiedzieć jest źle; Gorzej jest nie chcieć wiedzieć.

Dzisiaj nie mamy już społecznego konsensusu odnośnie tego, jakie powinno być rodzicielstwo. Na szczęście coraz więcej rodziców odrzuca metody rodzicielskie oparte na przemocy, karach czy podporządkowaniu. To stwarza potrzebę poszukiwania alternatyw, które umożliwią zarówno troskę o autonomię dziecka jak i wykształcenie odpowiedzialności osobistej czy poszanowania granic, bez zaburzania jego rozwoju emocjonalnego. Trudno nam czasami pomieścić to wszystko w rodzicielstwie i przełożyć na codzienność. Wtedy warto się wesprzeć, poszukać tego, co będzie nam bliskie i będzie współgrało z naszymi wartościami.

W momentach, gdy widzimy, że trudne sytuacje nieustannie się powtarzają, konflikty eskalują i tracimy więź z dzieckiem możemy potrzebować wsparcia, aby przezwyciężyć taki kryzys. Zyskanie dodatkowej perspektywy, zrozumienie mechanizmów, którym wszyscy podlegamy, rozpoznanie potrzeb swoich i bliskich – to są konstruktywne kroki, które możemy podejmować poszerzając swoją świadomość. Jeśli nie znajdziemy w sobie odwagi do podjęcia problemów, które napotykamy, możemy później zmagać się z ich konsekwencjami przez wiele lat pogrążając się w poczuciu winy i frustracji.

Odpowiedzialność to nie wina

Powtarzając za Brené Brown, uważam, że nie ma lepszych ekspertów od wychowania niż kochający, czuli, zaangażowani rodzice. Jeśli łapiesz równowagę między konfliktami i frustracją a biskością i współpracą z dziećmi, to zapewne uda Ci się zbudować więź, którą będziecie mogli cieszyć się przez kolejne lata. Jeśli jednak przytłacza Cię frustracja, pogrążasz się w poczuciu winy, a Twoje wysiłki nie przynoszą żadnej poprawy, to prawdopodobnie inwestujesz ogromne pokłady sił w nietrafionym kierunku i zmierzasz ku wypaleniu. Wtedy rolą dojrzałych rodziców jest wzięcie odpowiedzialności, za to co się dzieje w relacjach z dziećmi. Dzieciństwo i dorastanie to jest proces, rodzicielstwo też jest procesem.

W odnalezieniu swojej odpowiedzialności nie chodzi o wywoływanie poczucia winy, przeciwnie. Rozpoznanie co pozostaje w mojej gestii i na co ja mam bezpośredni wpływ, zrozumienie potrzeb swoich i bliskich, może przywrócić poczucie sprawczości i nadzieję na wprowadzenie potrzebnych zmian. Jesper Juul, duński terapeuta i pedagog, zaproponował perspektywę na rodzicielstwo, w której stosunki rodzinne są postrzegane jako wzajemne obdarowywanie się dzieci i rodziców będąc okazją do rozwoju dla wszystkich członków rodziny. Jeżeli w trudnych sytuacjach szukamy wciąż problemu w dziecku, skupiając się jedynie na działaniach wobec niego, grzęźniemy w roli wychowawcy, który stosuje wobec dziecka kolejne metody mające na celu naprawienie tkwiących w nim usterek.

Tymczasem dzieci mają dar wskazywania nam czułych punktów i w naszej gestii jest decyzja, aby przyjrzeć się swoim reakcjom, odnaleźć swoje potrzeby i granice i komunikować je dzieciom w sposób, w który sami chcemy być traktowani. W ten sposób możemy brać za siebie odpowiedzialność dokonując zmian, które wpłyną na jakość życia rodzinnego i zbudują relację opartą na szacunku i zaufaniu. O taką jakość w życiu rodzinnym warto zawalczyć, gdyż daje ona poczucie sensu i spełnienia, jednocześnie ładując rodzicielskie baterie.

#WartoLepiej