fbpx

„Często mówimy dzieciom: jesteście naszą Przyszłością.

Musimy uznać, że my jesteśmy ich Tu i Teraz.”

Rosalind Wiseman

 

Nikt tego nie planował, nikt też nie mógł przewidzieć. Dzisiaj wszystkich dotyka kryzysowa sytuacja, choć każdego zapewne w innym zakresie. Jednak nikt nie może się czuć bardziej bezpieczny – żadne zgromadzone zasoby, ani zdobyty status nie mogą tego zapewnić. Jest to sytuacja bezprecedensowa i mimo upływu czasu, wciąż tak trudno wielu osobom to zrozumieć i zaakceptować. Tymczasem, zasobem potrzebnym do zapewnienia wspólnego bezpieczeństwa jest (tylko i aż) wartość leżąca w każdym z nas – odpowiedzialność osobista.

Jak się okazuje, jako społeczeństwo nie rozwinęliśmy jej w wystarczającym stopniu, tym samym nie miały okazji nauczyć się jej nasze dzieci. Mimo to, zdajemy się nie dostrzegać tego i trzymamy się kurczowo wytyczonych ścieżek działania. Oczekujemy też, że dzieci i nauczyciele będą odgrywać przypisane im role przekazywania i odbierania wiedzy, nie zważając na okoliczności w jakich się znaleźliśmy. A to wszystko ma nas rzekomo zbliżać do zdobycia kompetencji, które (według nieaktualnych założeń), będą niezbędne do odnalezienia się w dorosłym życiu. Do ukończenia prestiżowych studiów, zdobycia wymarzonej pracy i prowadzenia dostatniego życia.

To obłęd. Dzieci przerabiają materiał, zmagają się z kolejnymi zagadnieniami, tymczasem wciąż tak trudno nam odczytać ze zrozumieniem podstawowy przekaz #ZostańWDomu. Pomimo, że dzisiaj bardziej wyraźnie niż kiedykolwiek widzimy, jakich kompetencji potrzebujemy do przetrwania, wciąż wydajemy się lekceważyć potrzebę rozwijania ich, inwestowania w nie – chociażby czasu, którego teraz mamy wspólnie nieco więcej (bez korków, dojazdów, rozrywek). Wygląda na to, że z niezmienną arogancją pozostawiamy rozwój dojrzałości emocjonalnej przypadkowi i w nawet najbardziej kryzysowej sytuacji wolimy podążać według nieaktualnej podstawy programowej, niż podjąć tematy, które dzisiaj są egzystencjalnie najważniejsze.

Każdy z nas dzisiaj doświadcza jak bardzo ważna jest rozwinięta inteligencja emocjonalna – rozpoznawanie i regulowanie swoich emocji. Jak kluczowe jest krytyczne myślenie i edukacja medialna – umiejętność przetwarzania informacji, odnajdywania rzetelnych źródeł oraz racjonalne dawkowanie napływu informacji. Jak potrzebna jest elastyczność psychologiczna – umiejętność świadomego zaangażowania się w robienie tego, co ma znacznie w danej chwili. Dajmy sobie i dzieciom szansę na praktykowanie tych kompetencji na miarę obecnych możliwości. Praca plastyczna przestawiająca to, co dziecko dzisiaj zajmuje jest nie mniej cenna, niż ta odgórnie wyznaczona przez program. Przeczytanie książki, która pomoże odnaleźć się w tej sytuacji jest bardziej istotne, niż nieprzytomne kartkowanie zadanej lektury. Udział w planowaniu rodzinnej codzienności może być bardziej potrzebny, niż odrabianie zadań matematycznych. Dostrzegajmy jakie potrzeby dzieci wymagają zaopiekowania dzisiaj, nawet kosztem przyszłych zaległości w przerabianym materiale. W przeciwnym razie po zakończeniu kwarantanny będziemy mieć do czynienia z epidemią problemów, które dzisiaj dzieci gromadzą w sobie przez brak zaangażowania dorosłych.

Ponad 100 lat temu w Wielkiej Brytanii przeprowadzono eksperyment*, podczas którego w niektórych szkołach nauczyciele pierwsze lata poświęcili na naukę czytania, rozumowania i mówienia oraz na rozmowy o wszystkim, co dotyczyło i interesowało uczniów. W tym okresie nauczyciele prowadzili też praktyczne zajęcia, w których dzieci posługiwały się pomiarami i liczbami w odniesieniu do otaczającej je rzeczywistości (szacowanie odległości, wysokości etc.), ale nie uczyli matematyki. Na początku 6 klasy uczniowie objęci eksperymentem oczywiście gorzej radzili sobie ze szkolnymi testami, co było do przewidzenia, gdyż tradycyjne testy szkolne nie wymagały krytycznego myślenia, a jedynie odtwarzania wyuczonych działań. Jednak już w połowie kwietnia te dzieci wyrównały zaległości, a na koniec czerwca znacznie wyprzedzały pozostałe dzieci w radzeniu sobie z zadaniami matematycznymi. To mogłaby być dla nas cenna wskazówka na te najbliższe tygodnie..

Na koniec jeszcze taka refleksja – warto spojrzeć na sytuację z innej perspektywy by dostrzec, że to może być jedyny taki okres w naszym życiu (i życiu naszych dzieci), kiedy mamy siebie tak blisko przez cały czas, kiedy jesteśmy rodziną 24 godziny na dobę. Jako społeczeństwo mamy unikalną okazję wspólnie doświadczać naszego człowieczeństwa i współzależności. I mam przekonanie, że pomimo wszystkich wyzwań, jakie to przed nami stawia, dobrze jest nie przegapić tej okazji na bycie ze sobą, poznanie siebie, budowanie relacji. Poszukajmy złotego środka dla siebie planując jaką część dnia możemy poświęcić zwyczajnie na życie w tej rzeczywistości, która nas dzisiaj otacza. Jak możemy ją dla siebie wykorzystać, jak może nas ona wzbogacić.

Dzieciństwo to nie jest próba generalna, ani wstęp do tego „prawdziwego”, dorosłego życia. Mamy teraz okazję zadbać o obszary, które mogą się okazać bezcenne w świecie, jaki zastaniemy po tej pandemii. Przyjrzyjmy się czego dzisiaj uczymy dzieci, w tej kryzysowej sytuacji. To, w jaki sposób ukształtuje je dzisiejsza sytuacja, będzie wkrótce stanowiło o naszej przyszłości.

*Badania były prowadzone przez edukatora i badacza Louis P. Benezet.